Szłam sobie ulicą kiedy nagle coś wyskoczyło zza krzaków. Może nie coś, ale ktoś. Chłopak o
pięknych oczach i z tatuażem na ręce. Przestraszyłam się. Lecz on wcale nie wydawał się groźny.
"Uciekaj!" krzyknął. Zrobiłam tak jak kazał. Uciekłam. Jednak "oni" mnie gonili. Wśród nich nie
było mojego wybawcy. Dopadli mnie. Szarpałam się, ale na marne. Moi oprawcy byli silniejsi ode
mnie. Nagle blondyn krzykną: "Ej mała, zabawimy się, co?!". "Poj*bało Cię" odkrzyknęłam. W
tej chwili ktoś uderzył mnie z pięści w twarz. Bardzo bolało i piekło. Podbiegł Liam, bo tak własnie
nazywał się chłopak, który mnie uratował. Okazało się, że przyjaźni się z tymi chłopakami, którzy
mnie zaatakowali. "Puszczajcie ją" krzyknął. Zrobili jak kazał. Zdziwiło mnie to, bo nie wyglądał
na
szefa. W moich oczach był.. Był od tamtej chwili kimś ważnym. Uratował mi życie. Chłopcy uciekli.
Na ziemi leżała kartka: "Liam 462838377". Wiedziałam, że to jego numer. Następnego dnia było
spokojnie, a przynajmniej spokojniej. Nie wiedziałam czy mam dzwonić do niego. To było trudne.
Toczyła się we mnie walka. Wyszłam.
Jenna:
łał, super! *o* Liam wyskakujący z krzaków mnie rozwalił ;D
OdpowiedzUsuń