czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział I

**Oczami Jenny**

Szłam sobie ulicą kiedy nagle coś wyskoczyło zza krzaków. Może nie coś, ale ktoś. Chłopak o 

pięknych oczach i z tatuażem na ręce. Przestraszyłam się. Lecz on wcale nie wydawał się groźny. 

"Uciekaj!" krzyknął. Zrobiłam tak jak kazał. Uciekłam. Jednak "oni" mnie gonili. Wśród nich nie 

było mojego wybawcy. Dopadli mnie. Szarpałam się, ale na marne. Moi oprawcy byli silniejsi ode 

mnie. Nagle blondyn krzykną: "Ej mała, zabawimy się, co?!". "Poj*bało Cię" odkrzyknęłam. W 

tej chwili ktoś uderzył mnie z pięści w twarz. Bardzo bolało i piekło. Podbiegł Liam, bo tak własnie 

nazywał się chłopak, który mnie uratował. Okazało się, że przyjaźni się z tymi chłopakami, którzy 

mnie zaatakowali. "Puszczajcie ją" krzyknął. Zrobili jak kazał. Zdziwiło mnie to, bo nie wyglądał 

na 

szefa. W moich oczach był.. Był od tamtej chwili kimś ważnym. Uratował mi życie. Chłopcy uciekli. 

Na ziemi leżała kartka: "Liam 462838377". Wiedziałam, że to jego numer. Następnego dnia było 

spokojnie, a przynajmniej spokojniej. Nie wiedziałam czy mam dzwonić do niego. To było trudne. 

Toczyła się we mnie walka. Wyszłam. 

Jenna:

1 komentarz:

  1. łał, super! *o* Liam wyskakujący z krzaków mnie rozwalił ;D

    OdpowiedzUsuń